poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Kryzys w szafie i kieszeni

Ostatnio byłam zajęta głównie przygotowaniami do egzaminu na prawo jazdy. Za drugim podejściem zdałam egzamin z wynikiem pozytywnym i tym samym dołączyłam do zaszczytnego grona kierowców. Oczywiście nie obyło się bez nadszarpnięcia mojego ego. Marzeniem mym było móc się pochwalić, że zdałam za pierwszym razem.

Jako, że strój do jazdy musi być wygodny i praktyczny wyeksploatowałam swoje krótkie spodenki do granic możliwości, a dokładniej rzecz ujmując do dziury na siedzeniu. Oczywiście nie obeszło się bez uroczystości pogrzebowej i pożegnania nieszczęsnej części mojej garderoby.

Przyznam szczerze, że lato nie jest moją ulubioną porą roku i gdyby lato nie równało się wakacjom spadłoby na bardzo niską pozycję w moim rankingu. Obecnie wykorzystuję tylko 2 sukienki na zmianę z dresem do biegania (trzeba dbać o formę). Muszę dodać, że jestem zwierzęciem zimnolubnym i 15 stopni Celsjusza wystarczy, żebym miała ochotę rozebrać się do naga, a za oknem 25 stopni. Już nie mogę doczekać się jesieni, kiedy będę mogła włożyć mój płaszcz, który upolowałam dziś w lumpeksie na wagę. Dawno nie byłam na takich łowach i powiem, że wyszło nieźle. Oczywiście nie udało mi się złowić żadnej vintagowej perełki oprócz płaszcza, ale kupiłam sukienkę marki Vila za 5zł, którą mam zamiar włożyć przy okazji wesela mojego kuzyna i jego narzeczonej oraz prostą czarną bluzkę z długimi bufiastymi rękawami (nigdy dość czarnych i prostych bluzek), a do tego jeszcze sukienkę firmy George, którą z powodzeniem mogę nazwać sukienką całoroczną i jestem pewna, że będę jej używać bardzo często.

Jednak nie jestem zadowolona z mojego wizerunku. Zapuszczanie włosów tylko po to, żeby móc je obciąć to męczarnia. Nienawidzę mieć bezkształtnej fryzury. Szczególnie grzywki. Nie znoszę tego zaczesywania jej na bok, przypinania wsuwkami i robienia czegokolwiek żeby jakoś to wyglądało. Nie udało mi się także kupić niczego z mojej listy musisz to mieć na lato. Szczególnie niezadowolona jestem z braku wymarzonych sandałów i torby. Po prostu takich nie produkują. Musiałabym je chyba sama zaprojektować i uszyć, żeby je mieć. O ile patrzę w lustro wydaję mi się, że nie wyglądam tak źle, ale szybko pozbywam się złudzeń, kiedy oglądam swoje zdjęcia. Jestem cholernym grubasem. Co dziwne widać to tylko latem. Jakimś dziwnym cudem niesamowicie opaliłam lewą rękę i wygląda to, co najmniej komicznie. A brak fotografa jest nie do zniesienia. Marzę o takiej małej sesji w gronie przyjaciół z przebierankami i dobrą zabawą pełną śmiechu. Niestety obecnie to tylko marzenia.


Muszę też oczywiście wspomnieć o ostatnim numerze Dilemmas Magazine. Szczerze mówiąc pierwsze 105 stron nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia oprócz sesji Lazy Day. Za to od strony 106 chłonęłam dosłownie każde słowo i każde zdjęcie. To jest oczywisty dowód, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Ostatnio przeżywam kryzys inspiracyjny (nie wiem czy takie wyrażenie w ogóle istnieje); dosłownie nic nie jest w stanie mnie zainspirować i zachwycić. No może Zooey Deschanel, ale nie jest to jakieś wielkie odkrycie modowe. Raczej odnalazłam w niej to co lubię, ale nic nowego nie znalazłam.

czwartek, 11 czerwca 2009

Nie zapomij o mnie

Długo mnie tu nie było. Moją szafę niestety pewnego pięknego majowego dnia nawiedził kataklizm. A raczej nie moją szafę a kosz na brudną bieliznę. Wierzcie mi - mam wielką ochotę, aby dokładnie wytłumaczyć wam co się stało (jestem w tym mistrzem - zanim dojdę do sedna zawsze wszyscy dawno tracą wątek), ale to może oznaczać, że notka się niemiłosiernie wydłuży, dlatego też powiem tylko, że połowa mojej garderoby (niektóre rzeczy bardzo cenne do których miałam sentyment) uległa zniszczeniu. Na szczęście miałam ostatnio dość duży zastrzyk gotówki więc wybrałam się na zakupy. Obecnie mogę się nazwać fashion victim, a co gorsza nawet H&M victim, ponieważ większość nowych rzeczy kupiłam właśnie tam. Głównie to zwykłe praktyczne rzeczy: letnia sukienka do ubrania na szybko, lniane spodnie itp. Muszę przyznać, że padłam ofiarą lookbookowego rockandrollowego stylu, który właściwie nie jest mi obcy (dziwnym trafem na tego bloga trafiają głównie stylizacje pseudo vintage), bo tak ubieram się na co dzień, ale przenigdy nie miałam czarnej koszulki z ogromną czachą. Obecnie takowa leży na dnie szafy kupiona w lumpeksie z kilka groszy i myślę, że już tam pozostanie, bo sama się jej boję. Chyba nigdy też nie miałam jasnych jeansów, a teraz mam. W lumpeksach wydałam ostatnio mała fortunę (o ile 30 zł za około 18rzeczy można nazwać fortuną). Jak na razie mój kryzys jest powodowany jedynie brakiem fotografa, bo robienie zdjęć samej sobie dla mnie nadal należy do dyscypliny sportu.

Rzeczy które mam dzisiaj na sobie to niedobitki, które cudem się uratowały. Wszystkie pochodzą z zeszłego roku.

Niepokoi mnie fakt, że nadal nie zostałam przyjęta na forum szafiarek. Czyżbym popełniła jakiś błąd w zgłoszeniu?

Obraz 005

DSCF4104

DSCF4095

koszulka (baaardzo przezroczysta) - pepco
spodenki - pepco + handmede
czeszki - ?
trampki - ccc

sobota, 28 marca 2009

"...Diament dnia powszedniego jest zwyczajnym kamieniem"

No i jestem. Niestety nie mam obecnie warunków, aby pokazać co fajnego ukrywa teraz moja szafa więc postanowiłam ten post poświęcić biżuterii. Oczywiście mogłabym wrzucić jakieś pierwsze lepsze zdjęcie jakiegoś zestawu, ale ja tak nie potrafię. Jestem perfekcjonistką. I nie jestem Aife, która do czego by się nie dotknęła wszystko jej wychodzi. Myślę, że ciągłe narzekanie na brak kogokolwiek, kto mógłby choćby posłużyć za statyw, zrobiło się już nudne. Co zrobić - dziwacy już tak mają, że nie posiadają zbyt wielu znajomych.

Mimo, że mam sporą kolekcję biżuterii to bardzo rzadko ją noszę. Dla mnie biżuteria jest czymś wyjątkowym. Kiedy powszednieje, nie ma się już takiej przyjemności z jej noszenia.

Nie jestem wielką fanką wiszących kolczyków. Posiadam takich tylko 2 pary. Reszta to zwyczajne sztyfty i małe kółeczka. Te które dzisiaj prezentuję kupiła mi mama do weselnej sukienki. Na wesele nie poszłam, ale kolczyki zostały.






To co dzisiaj prezentuje to tylko mały ułamek mojej kolekcji, ale myślę, że wystarczy. Wisior z krukami zrobiłam sama. Mam całą kolekcję takich zwierzątek. Kiedyś na pewno zaprezentuję.

To trochę dziwne, że cała moja biżuteria jest czarno-biała. Wcześniej tego nie zauważyłam. Zdecydowanie lubię ogromne ozdoby. Im większe tym lepsze.





picnikfile_X8pUJ1





1. Pamiątka z wakacji. (5zł)
2. Hand made(0zł)
3. Prezent od mamy (0zł)
4. Opaska z piór - hand made (5zł - koszt materiałów)
5. H&M (nie pamiętam - sponsorowany przez siostrę)

niedziela, 15 lutego 2009

Good morning, good morning... and good night

Dziś moje ferie dobiegają końca więc postanowiłam zorganizować sobie piżamowy dzień. To taki mój mały rytuał. Element przejściowy między pożegnaniem cudownych, wolnych od szkoły dni, a powrotem na pełną przeszkód ścieżkę mojej dalszej edukacji. Czasem ludzie są w lekkim szoku widząc bezładnie wystające z kozaczków emu spodnie od mojego "nocnego garnituru", kiedy wyprowadzam psa albo odwiedzam pobliskie sklepy. Tym razem postanowiłam im tego zaoszczędzić. Wybrałam bawełnianą nocną koszulę w kropki. Pod płaszczem doskonale udaje sukienkę vintage. Właściwie kiedy ją kupowałam moim zamiarem było poddać ją torturom na mojej maszynie do szycia. Wystarczyła jedna noc, żebym zrezygnowała ze swoich zamiarów. Nigdy nie miałam tak pięknych snów...

PS.: Uwielbiam polaroidy. Przede wszystkim za to, że tego typu fotografie nie wymagają konkretnej stylizacji, światła, miejsca. Bardzo łatwo można tym sposobem zamienić nieudane zdjęcia w ciekawą kompozycję.

PPS.: Te ferie zaowocowały w wiele urbrań, które od początku do końca są moim dziełem. Zapewne niedługo się tu ukażą.

good morning









Koszula nocna - SH (3zł)
Legginsy - Topshop (?)
Ciepłe kapcie - Biedronka (ok.11zł)
Okulary - oprawki (5zł) szkła wymienione na korekcyjne
Rosyjska literatura - bezcenna

piątek, 6 lutego 2009

Blood Red Shoes

Pragnęłyście kiedyś czegoś bardzo dla samego posiadania? Kupiłyście coś, nie z myślą o tym, że kiedyś, się przyda, ale tylko i wyłącznie po to, aby podziwiać i przechadzać się po mieszkaniu kiedy nikt nie widzi? Ja tak. Moim odwiecznym pragnieniem były czerwone buty. Nie czarne, białe, żółte czy zielone. Czerwone szpilki, takie jakie na wielkie wyjścia zakładała moja mama, i które pewnego pięknego dnia pożarł z tęsknoty pies przyjaciół, który pomieszkiwał u nas podczas ich podróży. Niedawno moje marzenie się spełniło. Nad ich kupieniem zastanawiałam się pół roku. Stały tak grzecznie między innymi butami w moim ulubionym lumpeksie. Wydawało się jakby na mnie czekały. Zdrowy rozsądek oczywiście mówił mi: "Nie potrzebujesz ich. Będą tylko zbierać kurz w twojej szafie", za to moja hedonistyczna natura szeptała delikatnie: "Są takie śliczne. Zawsze o takich marzyłaś". Odpychała mnie też ich cena. Na podeszwie długopisem ktoś napisał 55zł. To zdecydowanie za dużo jak na rzecz, która miała leżeć w szafie. Dwa tygodnie temu przechodząc drugą stroną ulicy zauważyłam, że sprzedawczyniwywiesza w oknie jakąś wiadomość. WSZYSTKO PO 5zł (moja ulubiona promocja w SH!). Szybko wpadłam do sklepu, wzięłam moje ukochane buty, położyłam pieniądze na ladzie i pośpieszyłam jak najszybciej się da do domu, tak jakby ktoś miał mi je zaraz odebrać.

Szybko okazało się, że będę miała okazję je założyć. Siostra ma w niedziele urodziny. Mam czerwone buty i nie zawaham się ich użyć.

Tak to już jest, że jak się spełni jedno marzenie na jego miejsce wskakuje drugie. Teraz marzą mi się pewne buty z Irregular Choice

Nie mam na nogach białych rajstop. Przyznam się, że opalanie idzie mi kiepsko.

red shoes

Shoes - SH (5zł)

wtorek, 27 stycznia 2009

papierowe marzenia

Obiecałam sobie, że w tym roku nie będę uczestniczyć w tym wyprzedażowym piekle. Jednak na ciągłe prośby siostry zmieniłam zdanie i... wcale tego nie żałuje. Gdyby nie to, nie weszłabym w posiadanie tej cudownej koszuli, która pasuje praktycznie do wszystkiego.

Szczerze mówiąc trochę bałam się tego postu, ponieważ miałam w nim pokazać moją "nową" fryzurę. Te pełne oczekiwania komentarze, sprawiły, że zaczęłam mieć wątpliwości ,co do wyjątkowości mojej grzywki. Szczególnie dziś kiedy włosy wyraźnie odrosły i nie robią już takiego wrażenia. Nie bójcie się - jutro znowu idę do fryzjera (tylko "odświeżyć" włosy). TU wyraźniejsze zdjęcie.

paper dream

Koszula - Reserved (59 zł)

niedziela, 4 stycznia 2009




Dorobiłam się "nowej" fryzury (ujmuję to w cudzysłów, bo już raz taką miałam, ale byłam zmuszona jej się pozbyć z powodów o których mówić tu nie chcę), ale zostawię was jeszcze chwilę w niepewności. Prezentuje za to płaszcz z zeszłego roku który dość mocno przerobiłam i już prawie w ogóle nie przypomina pierwowzoru. powiem tylko że zapewne byłby wymarzony dla Sztywniary, bo w zależności od ilości zapiętych guzików może mieć wielki kołnierz, małe klapy lub stójkę (jak na załączonym obrazku).


płaszcz: (nie wiem czy powinnam się przyznawać) Biedronka + hand made (?)
rękawiczki: lokalny sklep (20zł)
torebka: SH (4zł)